Powrót?

Szczerze mówiąc, miałem dość spore wątpliwości, czy ten dzień kiedyś nadejdzie. A jednak – po roku, 3 miesiącach i kilku dniach nieobecności postanowiłem coś napisać. Chciałbym jednak wrócić i ten wpis jest próbą zrobienia back in the game.

Powrót z długiej wyprawy
http://www.flickr.com/photos/mikebaird/

To, co tak długo powstrzymywało mnie przed napisaniem jakiegokolwiek wpisu to świadomość, ile pracy wymaga prowadzenie bloga. Z drugiej strony nie chciałem jednak tego definitywnie zamknąć, dlatego też prawdopodobnie nie napisałem żadnego pożegnalnego wpisu. Po prostu nagle zaczęło mi brakować czasu (albo raczej zorientowałem się, że nie potrafię go zorganizować), pomysły na wpisy też przychodziły coraz trudniej, a i materiału do opisywania było coraz mniej, bo moje inwestycyjne przygody powoli się kończyły.

Przez ten rok wydarzyło się bardzo wiele. Właściwie to patrząc na siebie dokładnie sprzed roku, jestem trochę pod wrażeniem tych wszystkich wydarzeń i gdzie mnie doprowadziły. Może to zabrzmi nieco patetycznie i lamusowo (lamusiarsko?), ale mogę z pełną świadomością powiedzieć – zmieniłem się. Może nie jest to przemiana w cudownego człowieka – bohatera, ale też wydaje mi się, że nie jestem gorszy. Mówiąc krócej – chyba większość spraw idzie w odpowiednim kierunku.

Przypomnę, że w październiku 2010 zacząłem studia. Właśnie wtedy zauważyłem, jak cenna jest zdolność zarządzania czasem. Powiem nawet więcej – zdolność zarządzania SOBĄ. Nagle zaczęło mi brakować godzin w dobie. Jednocześnie spędzałem czas oglądając seriale, choć później siedziałem po nocach i nadrabiałem zaległości. Zacząłem szukać różnych metod organizacji czasu. Na pewno wyniosłem po trochu z każdej z nich, ale nie było magicznego momentu, kiedy z dnia na dzień stałem się masterem produktywności. Patrząc wstecz, u mnie wygląda to tak, że po prostu potrzebuję czasu (po tym jak przeczytałem to, co właśnie napisałem, na mojej twarzy zawitał uśmiech). Powoli, swoim tempem, czytam jakie triki wykorzystują inni, a moja podświadomość później zrobi już swoje. Swoją drogą polecam Evernote. Mega aplikacja. Wspomnę jeszcze tylko, że zakupiłem książkę Getting Things Done. Jakiekolwiek forum czy bloga o produktywności bym nie odwiedził, wszyscy to polecali. Tak więc wziąłem się za czytanie tego ponad rok temu i, o ironio, nie dokończyłem do dzisiaj. Jednak nie czuję się z tym źle, po prostu jeszcze nie nadszedł odpowiedni moment. 🙂

Tamtego roku akademickiego nie wspominam najlepiej. W pierwszej wersji wpisu w tym momencie nieźle mnie poniosło i rozpisałem się o moich osobistych uczuciach i przemyśleniach. Doszedłem jednak do wniosku, że nie warto tu tego wstawiać. Nie takie ma być przeznaczenie tego bloga – nie jest to mój sekretny pamiętnik.

Ale w końcu przyszły wakacje. Sesja zakończyła się powodzeniem, wyprowadziłem się z mieszkania, które też mnie trochę tłamsiło. Właścicielka była dość, powiedzmy, ciężka do wytrzymania mimo, że widziałem ją zazwyczaj raz w miesiącu. Poza tym jakoś nie zakumplowałem się z moimi współlokatorami. Byli w porządku, ale poza „cześć” i „jak leci?” nic więcej nas nie łączyło. Tak więc z uczuciem pewnej ulgi wróciłem do domu.

W czasie ostatnich wakacji miały miejsce wydarzenie, które dały mi bardzo wiele. Zaliczyłem ponad 1500 km podróży autostopem, gdzie przez dwa tygodnie za nocleg zapłaciłem tylko za mieszkanie zarezerwowane już przed podróżą – ludzie są naprawdę życzliwi. Przez miesiąc pracowałem jako „Computer engineer trainee” w firmie pod Paryżem. Pierwszy raz zarobiłem pieniądze w ten sposób – 8h od poniedziałku do piątku. Fajnie było dostać potem wypłatę, ale tylko utwierdziłem się, że taka praca nie jest dla mnie – a przynajmniej nie w tej firmie. Matko, cały dzień przed kompem, nudząc się niemiłosiernie – proszę. Są dwie opcje – albo będę samozatrudniony, albo będę pracował w firmie, gdzie atmosfera będzie naprawdę przyjemna. Między innymi dlatego też postanowiłem wrócić do blogowania. Czas porządnie wziąć się za siebie.

Tak jak mówiłem – wspomniane wydarzenie zmieniły mnie. Zdobyłem cenne doświadczenia, zarobiłem na lody, zyskałem dodatkową pewność siebie. Nawet nie tak dawno byłem na rozmowie dotyczącej pracy na pół etatu (a właściwie praktyk) w Samsungu i w ogóle nie odczuwałem stresu. Normalnie porozmawiałem z tamtymi ludźmi. Nie wiem, czy jeszcze rok temu wyglądałoby to tak samo. Co prawda pracy ostatecznie nie dostałem, ale wcale z tego powodu nie płaczę. Przynajmniej nie wpadłem w sidła korporacji i mam czas dla siebie i znajomych. Uważam, że jest to niezbędne do życia i zastanawiam się, czy to nie lepiej dla mnie, że pozostałem bezrobotny (ale studiujący :)).

W tym miejscu póki co zakończę. Mam nadzieję, że ktokolwiek jeszcze ma tego bloga w swoich RSSach i da znać w komentarzach o swoim istnieniu. Ucieszę się, jeśli mam jeszcze tę możliwość dotarcia do innych osób czytających moje wypociny. Macie, posłuchajcie jeszcze sobie dobrej muzyki, a tymczasem następny wpis w przyszłym tygodniu:



2 komentarze do “Powrót?

  1. Miło też wiedzieć, że ktoś tu zagląda.
    Jeśli chodzi o blogrolla, wszystko opiszę w kolejnym wpisie. Do tego czasu nie będę wprowadzał żadnych zmian na blogu. Tym razem wszystkie decyzje będą przemyślane i bez pośpiechu. 🙂

  2. Hej,
    milo widziec Cie z powrotem. Jednak ten RSS na cos sie przydaje:)
    Szkoda ze wylecialem z listy tu bywam, ale moze wroce z powrotem. W kazdym razie ja Cie dodam do mojego blog rolla jak wroce z pracy (aczkolwiek nie 9-5, tylko jeszcze dluzej).

    Powodzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Subskrybuj bez komentowania